Jak tworzyć szczęśliwy związek?
Odpowiedzi jest mnóstwo. Podobnie jak na pytania dotyczące wychowania czy szczęścia w życiu. Dlaczego wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi? Widzę dwie główne przyczyny. Po pierwsze szczęśliwy związek to nie jabłko czy auto. Nie jest zero-jedynkowe: mam albo nie mam. Szczęście w związku jest postrzegane subiekjtywnie z minuty na minuty, z dnia na dzień, z roku na rok – wciąż na nowo. Jest jak utrzymywanie równowagi na linie: z każdym krokiem trzeba ją łapać ponownie. Podobnie ze szczęściem w związku. Każdego dnia dbamy o nie i je budujemy. Drugim powodem, dla którego nie ma „złotego klucza” jest nasza indywidualność. Każdy z nas jest inny i w dodatku zmieniamy się. Każdy z nas potrzebuje więc wypracować własne sposoby na tworzenie satysfakcjonującej, bezpiecznej, atrakcyjnej relacji. A po jakimś czasie – gdy czas zmieni coś w nas i otoczeniu – potrzebujemy zmienić i rozwinąć także sposoby. 

Dzisiejszy artykuł ma pomóc w poszukiwaniu sposobów. 

 

Akceptacja

Bazą stworzenia dobrego, szczęśliwego związku jest akceptacja samego siebie. Niezmiernie trudno być stabilnym, dobrym oparciem dla partnera, jeżeli nie jesteśmy emocjonalnie stabilni, jeśli nie znamy własnej wartości i nie dbamy o siebie. Nawet jeśli pokonamy pierwsze, stające przed związkiem trudności, możemy utknąć na większych. Bez względu na to, jakie działania podejmujemy w intencji rozwoju czy poprawy związku RÓWNOCZEŚNIE z tą pracą warto dbać o rozwój osobisty i po prostu o siebie.

W dalszej części poruszę kwestie dotyczące relacji i budowania dobrej komunikacji w związku. Mowa będzie także o granicach, odmowie i asertywności i kilka słów o programie OdBuduj związek.

 

O komunikacji w związku

Jak wielkie znaczenie ma komunikacja w związku? Po liczbie zapytań o ten temat odpowiedzieć mogę, że kluczowe. To dzięki niej możliwe jest szybsze wzajemne poznanie, ujawnienie intencji, stworzenie ustaleń. Jasny podział zadań, sprawna logistyka mogą w znacznym stopniu ułatwiają wspólne życie i pozwolają zapobiegać potencjalnym konfliktom. To nie jedyna korzyść. Dzięki skutecznemu porozumiewaniu się, wyrażaniu podziwu, otwartości, cieple, docenieniu, uważnemu słuchaniu związek zyskuje głębię, barwy i lekkość.

W wieloletnich związkach wyzwaniem okazuje się czas: praca, dzieci, codzienne zadania wypełniają go na tyle skutecznie, że komunikacja zaczyna ograniczać się do wymiany najpilniejszych poleceń i informacji. Dlatego dziś szczególnie chcę podkreślić, jak ważny jest codzienny, niespieszny kontakt ze sobą, dzielenie się sobą z drugą połówką. Troska o drugą osobą, otwartość, wzajemna miłość i ciekawość potrzebne są codziennie, a nie jedynie podczas urlopu czy w święta.

Codzienne dzielenie się sobą polega również na byciu otwartym na naszego partnera. Musimy pozwolić mu na aktualizowanie wiedzy o nas samych. Rozumieć, że dopóki sami mu nie przekażemy danych informacji – nie będzie o nich wiedział lub też się nie domyśli „co nas gryzie”. Małżeństwo jest procesem, jest dynamicznym dziełem dwojga zmieniających się w czasie ludzi. Można je porównać do pewnego rodzaju gry, w której poruszanie się na przemian pozwala na wspólne osiąganie sukcesu. Uwierz mi, warto zagrać w miłość.

 

Związek wymaga poświęcenia – hit czy mit?

Każdy z nas chce być zrozumiany. Gdy jesteśmy zrozumiani i przyjęci doświadczamy wspólnoty, jedności, bezpieczeństwa a dzięki temu bliższe nam się staje poczucie szczęścia. Jednym z głównych powodów łączenia się ludzi w pary jest właśnie chęć uszczęśliwiania siebie nawzajem. Chcemy, by nasze życie stawało się coraz pełniejsze, bogatsze i piękniejsze. Na tym etapie wpadamy czasem w pułapkę uległości. Podświadomie część z nas utożsamia wspólnotę, szczęście lub miłość z rezygnowaniem ze swoich przekonań i poświęcaniem się dla drugiej osoby. Początkowo może to nawet przynosić dobre rezultaty: druga osoba reaguije z wdzięcznością, radością i uznaniem i odwdzięcza się miłością i przywiązaniem. W dłuższej perspektywie tracą jednak obie osoby. Ulegając i poświęcając siebie, tracisz cząstkę siebie, przestajesz być sobą. Bywa, że towarzyszy temu frustracja, znużenie, poczucie niesprawiedliwości. Druga osoba traci zaś szansę poznania cię w pełni, dostrzeżenia Twoich wszystkich cech i potrzeb oraz odwzajemnienia się za to, co dajesz. Sztuką jest znalezienie złotego środka. Nierównowaga zazwyczaj nie prowadzi do niczego dobrego, a niezaprzeczalnie jest jednym z czynników pojawiającego się zniechęcenia do relacji.

By stworzyć dobrą relację nie warto rezygnować z siebie. Choć to czasem trudniejsze, warto nauczyć się stawiać granice. Nie oznacza to, że zawsze mamy usztywniać się w naszych poglądach czy postanowieniach! Absolutnie nie! To uniemożliwiłoby tworzenie wspólnej przestrzeni. Jeżeli jakaś sprawa ma dla nas stosunkowo niewielke znaczenie lub kompromis nie wzbudza w nas frustracji lub niedosytu, to najpewniej będzie to dobry rodzaj elastyczności. Natomiast, jeżeli czujemy, że jesteśmy czegoś pozbawiani na rzecz związku i wyrzekamy się pewnych przeżyć dla drugiej osoby – powinniśmy podjąć się reorganizacji naszego podejścia i poszukać innych sposobów funkcjonowania. Powtórzę jeszcze raz, bo to ważne. Elastyczność, umiejętność zmiany decyzji, wypracowania wspólnego rozwiązania jest dobra, potrzebna a nawet konieczna w związku. Natomiast poświęcanie się, uleganie drugiej osobie bez nieujawniania naszych pragnień i granic niszczy relacje. 

Co możemy z tym zrobić? Zachęcam Cię, by podjąć TERAZ pracę nad tworzeniem swoich granic. Naucz się mówić o potrzebach, pokazywać to, co Ci przeszkadza. Związek wymaga pełnego zaangażowania oraz wnikliwej i rzetelnej pielęgnacji. Warto otwarcie wyrażać własne poglądy, przekonania, obawy i opinie. Nie dusić w sobie chęci odmowy. Kiedy coś nam nie leży – mówmy o tym otwarcie. Uczę podczas szkoleń NVC, że „nie” jest zaproszeniem do rozmowy. Rozmowy, podczas której szukamy rozwiązania pasującego obu stronom. Nie zatracaj siebie. Zamiast tego zachowuj asertywność, czyli bierz odpowiedzialność za siebie, wyrażaj własne zdanie i emocje, akceptuj fakt, że mogą być one zupełnie inne niż u partnera.

W temacie asertywnej rozmowy jeszcze jedno zdanie. Często spotykam się z przekonaniem, że znalezienie wspólnego rozwiązania jest zbyt czasochłonne. „Łatwiej mi to samej/samemu zrobić, niż tłumaczyć czy prosić”. Owszem, początkowo, dochodzenie do porozumienia może wymagać czasu. Z kolejnymi próbami będzie jednak łatwiej. Kiedy się przekonacie że oboje macie dobre intencje, otwieranie się zacznie przychodzić Wam naturalnie. W dobrej komunikacji nie chodzi o niekończące się, wnikliwe do siódmego pokolenia dyskusje i kompromisy dla uzyskania porozumienia, lecz o szukanie najsprawniej jak to możliwe rozwiązań opartych na tym, co dla każdej ze stron jest w danej sytuacji naistotniejsze. Przy okazji wspomnę, że bardzo krótkoterminową strategią jest gromadzenie frustracji („bo ona ma dziś kiepski dzień”, „poczekam aż się wyśpi”, etc), czy zamiatanie nurtujących nas spraw pod dywan („tego i tak nie uda nam się rozwiązać”, „nie chcę tego zaczynać, bo znów będzie kłótnia”). Problemy nie znikną, gdy będziemy udawać, że ich nie ma. Jak zwykle w takich sytuacjach sprawdza się pełna otwartość „Wiesz, widzę, że jesteś zmęczony, ale chodzi mi coś po głowie i obawiam się, że nigdy nie będzie dobrego momentu…”, „Kilka razy już się o to pokłóciliśmy, więc boję się znów zaczynać, ale może postarajmy się tym razem skupić na tym, co faktycznie każde z nas może zrobić” 

 

Dwie połówki jabłka – hit czy mit?

Dwi połówki jabłka. Dwie połówki serca. Mit o tym, że na świecie jest druga osoba, która do nas idealnie pasuje jest silnie zakorzenionym przekonaniem, utrwalanym przez romantyczne historie i bajki. Nawet jeśli na poziomie logicznym zdajemy sobie sprawę, że nie odzwierciedla on rzeczywistości, to jednak wpływa na nasze oczekiwania. Ten mit kryje w sobie kilka założeń. Po pierwsze sugeruje, że nie jesteśmy kompletni sami w sobie, a dopiero małżeństwo daje nam szansę doświadczenia pełni. Że do szczęścia niezbędnie potrzebujemy „uzupełnienia”. Szukamy więc naszego dopełnienia. Osoby, która sprawi, że już niczego nie będzie nam brakować. Mit ten wpływa również na sposób postrzegania trudności w związku. Gdy mija zauroczenie, spadają rózowe okulary i dociera do nas, że nasza druga połówka nie jest takim ideałem, zaczynamy kwestionować własny wybór. „Być może to nie jest ta właściwa odoba dla mnie?” pytamy samych siebie. Pragnienie znalezienia idealnej drugiej połówki „jabłka” sprawia, że nie dajemy samym sobie (i drugiej osobie) szansy na wypracowanie rozwiązań dla trudności pojawiających się w związku. A one pojawiają się nieodmiennie w każdym. 

Pokonywanie różnic jest przydatną umiejętnością i procesem, który – wbrew pozorom – może naprawdę głęboko scalić związek. Odkrywanie siebie nawzajem, akceptowanie swoich niedoskonałości na różnych płaszczyznach i docenianie podobieństw – są to składowe, które zdecydowanie pomagają zbudować szczęśliwy związek.

Przekonania i mity mają to do siebie, że „na spokojnie” potrafimy je skuecznie obalić. Jednak kiedy wszystko się sypie, uaktywniają się w nas i wierzymy w nie bardziej niż kiedykolwiek, szukając w nich wytłumaczenia. Kłótnia z sympatią? „A może to nie ten jedyny?” Otóż – jesteśmy w stanie dogadać się z każdym przy wystarczającej ilości chęci wychodzącej z obu stron.

 

Sposobem na problemy jest przegadanie ich – mit czy hit? 

Kiedy pojawiają się problemy czy najlepszym co możemy z nimi zrobić, jest wspólne ich przegadanie? Czy może jednak czasem jest lepiej przemilczeć pewne kwestie? Bywa różnie. W większości porad słyszymy, aby dokładnie przegadać kązdą zaistniają sytuację czy problem. Nie będę negować: ustalanie, wyjaśnianie, odsłanianie siebie sprawia, że zyskujemy poczucie więzi, zrozumienia a wypracowane rozwiązania pomagają nam spełniać potrzeby. Niekiedy lepiej wstrzymać się, wycofać, poczekać. Będzie to lepszą strategią, gdy emocje sięgają zenitu. W innym wypadku mogłyby zawładnąć dalszym przebiegiem rozmowy, utrudniając nam porozumienie. To dzięki takiej przerwie, nie powiemy „kilku słów za dużo”, które mogłyby odcisnąć piętno na relacji. W skrajnych emocjach lepiej zrobić sobie przerwę, ochłonąć, zaopiekować się sobą, przemyśleć sprawę jeszcze raz, skupiając się na tym, co faktycznie dla sprawy jest istotne.

Przegadywanie spraw nie będzie najlepszą opcją także wówczas, gdy jest to skuteczna strategia tylko dla jednej z osób. Być może jedno z Was bardzo korzysta z omawiania problemów, a dla drugiego jest to udręką drenującą siły. Może się wówczas okazać, że warto przynajmniej część spraw przegadywać z inną osobą: bezstronną przyjaciółką czy przyjacielem, a dopiero gdy już poukładasz w sobie myśli i pomysły na rozwiązania, kiedy dzięki rozmowie nazwiesz i wyciszysz emocje, wrócisz do partnerki/partnera z gotowymi propozycjami. 

Na koniec jeszcze jedna alternatywa dla przegadywania problemów. Zamiast gadać, omawiać, analizować można… działać, pokazywać, zmieniać. Owszem, język jest przydatny, bo pozwala zaplanować czy nazwać doświadczenie, ale… tak czy inaczej oprócz słow potrzebujemy też czynów. W wielu sytuacjach dialog staje się możliwy dopiero wówczas, gdy zostaną podjęte działania. 

 Ciekawa jestem jakie jeszcze mity na temat komunikacji w związku spotykacie?

1
    1
    Twój koszyk