Dziś kończę 38 lat. Podzielę się z tej okazji z Tobą kawałkiem siebie. Tym, jak przeżywam siebie i swój wiek właśnie teraz. Na tym etapie mojego rozwoju, na którym jestem.

Sama liczba nie ma to dla mnie większego znaczenia. Zresztą przestała mieć, jak skończyłam lat 13. Dziś czuję się na tyle lat, ile mam. To wcale nie takie oczywiste. Będąc już po trzydziestce przez większość czasu czułam się dwudziestocztero-, a potem dwudziestosiedmiolatką. Z dzisiejszej perspektywy myślę, że utożsamiałam to samopoczucie z energią, kreatywnością, pięknem, siłą.

A dziś mam w sobie taką myśl, że piękno, energia, siła i kreatywność nie są zarezerwowane dla żadnego wieku. „Czuję się na swój wiek”, i mam głębokie przeświadczenie, że płynie z tym poczuciem pełniejsza akceptacja, integracja z samą sobą. Większa samoświadomość i spokój. Pokochałam się bezwarunkowo. Lubię siebie, czuję się ze sobą dobrze. Także z tymi cechami, które nie są lubiane: z pierwszymi siwymi włosami, zmarszczką między brwiami, bólem w barku po „ciężkiej nocy” (czyt. spanie na innej niż ulubiona poduszka;). To także części mnie i naprawdę je lubię. Mówią mi o mojej dojrzałości, doświadczeniu. Uczą mnie, bym lepiej troszczyła się o siebie.

Widzę, że teraz potrafię pełniej podelektować odpoczynkiem, siedzeniem w dresach i niespiesznością.

BTW, to dość zaskakujące po 10 latach towarzyszenia kobietom w tym, by odważyły się odpuścić, zaopiekować sobą, dać sobie wolne, wyluzować, pozwolić na dystans do kurzu i opinii innych, dostrzec że nadal sama odkrywam kolejne i kolejne warstwy odpoczynku, odpuszczania i luzu.

I tu kolejna rzecz, która przyszła do mnie z wiekiem. Coś, co przychodzi często właśnie w okolicy 40tki. Akceptuję (w pełni), że zawsze jest jakiś kolejny krok, że żadna droga nie jest skończona. Oraz, że nie muszę już donikąd się spieszyć. Po prostu idę swoją drogą. I to jest całkiem wystarczające. Bez względu na efekt końcowy, na wyniki, idę sobie przez kolejne dni życia z ciekawością zerkając na lewo i prawo. I wcale nie muszę dojść tam, gdzie zamierzałam. Kto wie, może zamiast tego dojdę w ciekawsze miejsce? Zdecydowanie łatwiej mi przyjmować z otwartością to, co przychodzi.

Nie oznacza to, że nie stawiam sobie celów, że nie marzę i nie sięgam po marzenia. Stawiam. Potem idę po nie. Działam. I nie zastanawiam się dwa razy, zanim przejdę przez jakieś drzwi (por. tekst piosenki poniżej;). 

„Happily the choice was easy
And my common sense too busy
Trying to figure out where truth begins
I choose not to be afraid to be great
Not to be late to cross any gate
That opens only once in a lifetime
And there’s usually no time to think twice
I choose to go three times when no one ever goes at any time
Four times or even more
I want to make sure if I can lift my body above the floor
I know it’s not impossible”
Smolik feat. Sofa – S.Dreams – link do piosenki

11 lat temu tworząc pierwszą stronę internetową na motto wybrałam słowa Marka Aureliusza „Jeżeli rzeczy zewnętrzne sprawiają ci ból, to nie one ci przeszkadzają, lecz twój o nich osąd. A ten osąd możesz zmienić”

Dziś nadal jest dla mnie aktualny.
A po tych wszystkich latach widzę, jak wiele lekkości, siły, energii, pewności siebie i entuzjazmu wnosi w moje życie (oczywiście nie sam cytat, ale działanie zgodnie z nim). Tej lekkości, dystansu, brania odpowiedzialności za siebie (nie za innych!) sobie i Tobie życzę. 

 

Na koniec chcę Ci jeszcze ogromnie podziękować.
Dziękuję, że tu jesteś, że czytasz, odpisujesz.
Dla mnie to ogromna radość towarzyszyć na ścieżce rozwoju, współodkrywać nowe. Obok mojej rodziny, to właśnie Ty jesteś drugą potężną siłą napędową, mobilizującą mnie do poszukiwań, rozwoju, uczenia się i zmieniania się. 

Dziękuję!

Spraw sobie dziś piękny dzień,

Ola

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu