coach, Wrocław, szkolenia, psycholog, trener, Aleksandra Mroczko, coaching
Kto z rodziców nie miał choć raz sytuacji, kiedy dziecko w sklepie mówi: “Kup mi coś słodkiego!”
Co wtedy zrobić?
Tłumaczyć, że to kolorowe opakowanie słodyczy nie jest dla dzieci? że niesmaczny? To byłoby kłamstwo.
Obiecywać, że „dziś nie, tylko jutro”?
A może w ogóle unikać zabierania dzieci do sklepów?
Nie ma złotej zasady.
Mogę Ci powiedzieć, co robię ja.
1. Edukuję dzieci w zakresie tego co jest zdrowe a co nie.
2. Daję dzieciom zdrowe przekąski, także słodkie: różnego rodzaju owoce i suszone owoce, domowe lody i desery bez cukru. Przyzwyczajam je do tego typu łakoci, dzięki czemu one same o to się domagają. Robimy czasem prawdziwą ucztę smakołyków! Cieszymy się smakami i celebrujemy je.
3. Jestem przykładem: na co dzień nie jadam produktów przetworzonych ani słodkości.
4. Nie jestem kategoryczna. Uważam, że od czasu do czasu (np.raz na miesiąc,raz na dwa tygodnie) sklepowa słodyczka szkody nie zrobi. Wiem też, że „zakazany owoc” smakuje najlepiej. Zamiast więc roztaczać wokół cukrowych łakoci aurę niedostępności, pozwalam dzieciom na nie i towarzyszę w cieszeniu się ich smakiem. Co moim zdaniem ważne: nie używam słodyczy (ani innego rodzaju jedzenia) w celu “zmotywowania” (czyt. zmanipulowania) dziecka do zrobienia czegoś na czym mi zależy, do ukarania ani do nagrodzenia. Słodycze na świecie istnieją. Ze szkodą dla zdrowia wielu ludzi. Używanie ich jako nagrody jest dla mnie niezrozumiałe. W końcu nikt nie podałby dziecku innego rodzaju trucizny “w nagrodę”, prawda?
Odkąd syn skończył trzy lata, gdy w sklepie pokazywał żelki albo inne „śmieciowe” jedzenie, mówiłam: nie, Stasiu, to jest słodyczka, tego nie kupuję. Mogę Ci kupić banana albo winogrona. Staś ma teraz 5 lat i do tej pory skacze z radości, gdy mu proponuję, że pójdziemy do warzywniaka i będzie mógł coś wybrać.
Gdy go odbieram po przedszkolu, pyta się mnie „czy coś przyniosłaś?” Zwykle coś pysznego dla niego mam, zazwyczaj jakieś owoce. I kiedy słyszy w odpowiedzi: „Mam pokrojone jabłuszko i dwie brzoskwinie” często odpowiada z radością “Hurra!” a potem opowiada innym dzieciom, o owocach, które przyniosłam
To my, dorośli kształtujemy dziecięce nawyki i preferencje smakowe. Jeśli niezdrowe słodyczki będziemy używać jako „motywatora”, pocieszyciela i nagrodę, to nie oczekujmy, że dziecko samo uzna je za niewarte jedzenia… Po prostu nauczymy ich, że “słodycz jest najlepsza”.
Dzieci nie mają potrzeby jedzenia niezdrowych rzeczy.
Potrzebują uwagi, dopieszczenia, bycia ważnym, uwzględnionym i wysłuchanym.
____________________________
Naucz się rozróżniać potrzeby od „zachcianek” na praktycznym, osadzonym na Waszych przykładach warsztacie „Zamień kłótnię na całusa”
BILETY:
http://aleksandramroczko.pl/produkt/zamien-klotnie-na-calusa-szkolenie/
Podziel się na:
  • Drukuj
  • PDF
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Google Buzz
  • Twitter
  • MySpace
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS
UA-55118160-2