coach, Wrocław, szkolenia, psycholog, trener, Aleksandra Mroczko, coaching

Opowieści mają moc pobudzania wyobraźni, inspirowania, mogą być metaforą dla wielu sytuacji. Jakie refleksje przyniesie dzisiejsza opowieść Tobie?

Nasz wędrowiec podążał dalej przez rozległe odludzie (jeśli nie wiesz co spotkało go wcześniej – przeczytaj opowieść). Słońce wspięło się wysoko, a pragnienie dokuczało mu coraz bardziej. Po wielu godzinach dostrzegł na horyzoncie kolejną farmę. Powiedział sobie: „Tym razem zajdę farmera, czy będę się naprzykrzał, czy nie. Muszę się czegoś napić.”

Farmer dostrzegł wędrowca z daleka i pomyślał: „Mam nadzieję, że do mnie nie przyjdzie. Tego mi jeszcze brakowało! Mam dużo pracy i nie mogę się przecież martwić o każdego przechodzącego”. I pracował dalej, nie podnosząc wzroku.

Obcy zobaczył go na polu, podszedł do niego i powiedział: „Jestem ogromnie spragniony. Proszę, daj mi pić”. Farmer pomyślał: „Nie mogę mu teraz odmówić; w końcu też jest człowiekiem”. Wprowadził go do domu i dał mu pić.

Obcy powiedział: „Obejrzałem twój ogród. Widać od razu, że pracował tu znawca, który kocha rośliny i wie, czego im trzeba”. Farmer się ucieszył i odparł: „Widzę, że i ty znasz pracę ogrodnika”. Usiadł i długo rozmawiali.

Potem obcy wstał i rzekł: „Teraz już czas na mnie”. Farmer odparł: „Spójrz, słońce już nisko. Zostań u mnie na noc. Usiądziemy na werandzie i porozmawiamy, zanim jutro ruszysz dalej”. I obcy się zgodził.

Wieczorem siedzieli na werandzie, a rozległa kraina rozciągała się opromieniona światłem zachodzącego słońca. Kiedy zrobiło się ciemno, wędrowiec zaczął opowiadać, jak zmienił się dla niego świat, od kiedy zdał sobie sprawę z tego, ze na każdym kroku ktoś mu towarzyszy. Zrazu nie uwierzył, że ktoś stale z nim szedł, że kiedy się zatrzymywał, ten drugi też stawał, a gdy on zbierał się do drogi, ten drugi również się podnosił. I potrzebował czasu, nim pojął, kim jest jego towarzysz.

„Mój stały towarzysz” – powiedział – „to moja śmierć. Przyzwyczaiłem się do niej tak bardzo, że nie potrafię się  już teraz bez niej obejść. Jest moim najlepszym, najwierniejszym przyjacielem. Gdy nie wiem, co jest właściwe i jak ma być dalej, wtedy przystaję na chwilę i proszę ją o odpowiedź. Otwieram się na nią bez reszty – całym sobą; wiem, ze ona jest tam, a ja jestem tutaj. I nie przywiązując się do moich życzeń, czekam na wskazówki od niej. Jeśli jestem skupiony i staję wobec niej z odwagą, po pewnym czasie przychodzi do mnie jej słowo, które niczym błyskawica rozświetla to, co było ciemne – przychodzi jasność.”

Farmerowi obca była ta mowa i długo patrzył w milczeniu w noc. Potem on również zobaczył kto mu towarzyszy – jego śmierć – i pokłonił się przed nią. Zdawało mu się, że to, co mu z życia pozostało, uległo przemianie. Cenne jak miłość, która wie o rozstaniu, i jak miłość pełne aż po brzegi.

Następnego ranka zjedli razem, a farmer powiedział: „Nawet gdy odejdziesz, zostanie mi przyjaciel”. Potem wyszli przed dom i podali sobie ręce. Wędrowiec poszedł swoją drogą, a farmer na swoje pole.

Jaką wskazówką może być ta opowieść?

Daj innym skorzystać z Twoich pomysłów – zostaw komentarz!

 

*opowiadanie w (nieco przeze mnie zmodyfikowanej) wersji zaczerpniętej z książki Berta Hellingera  „Listy terapeutyczne. Znaleźć to, co działa”, Jacek Santorski & Co, Warszawa 2004

Podziel się na:
  • Drukuj
  • PDF
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Google Buzz
  • Twitter
  • MySpace
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS
UA-55118160-2