coach, Wrocław, szkolenia, psycholog, trener, Aleksandra Mroczko, coaching

adhd_sDiagnozy ‚ADHD’, ‚dysleksja’ od dobrych kilku(nastu) lat pojawiają się coraz częściej. Mają moim zdaniem tylko jedną funkcję: stygmatyzują. Dzięki nim przymyka się oko na zachowania, które innym nie uszłyby płazem. Nie trenuje się ortografii, umiejętności manualnych i dokładności u tych, którzy nie mają wrodzonej łatwości w tych obszarach. Nie kształtuje umiejętności koncentracji, konstruktywnego wykorzystania energii u tych, których temperament predysponuje raczej do ekstremalnych wyczynów niż spokojnego siedzenia w ławce. Swoją drogą: które dziecko jest do tego predysponowane?
Każdy rozwija się inaczej, ma inny temperament i inne predyspozycje. Tę indywidualność można obserwować od niemowlęctwa, dlaczego więc miałaby nagle zniknąć w późniejszym okresie?
„Diagnoza” taka to stygmatyzacja, która moim zdaniem nie służy niczemu! Staje się za to pretekstem do rezygnacji z pracy nad rozwojem („taki już jest i już”). Rozleniwia i zniechęca, nakłania do tworzenia porównań. Sprawia, że dziecko czuje się gorsze. Jeśli nawet rodzic podejmuje wraz z dzieckiem pracę, ma do przejścia znacznie trudniejszą drogę. Zmianę utrudnia niepewność dziecka, jego niewiara we własne możliwości a także zaniżone oczekiwania i brak wiary ze strony otoczenia. Sprawę utrudnia siła oddziaływania „samospełniającej się przepowiedni”.

Polecam krótki, ciekawy artykuł, który mam nadzieję zachęci do zgłębienia tematu.
Odkrywca ADHD przyznaje, że to fikcyjna choroba

Zachęcam do tego, by rozważnie podchodzić do diagnoz lekarzy, psychiatrów i… psychologów.

Podziel się na:
  • Drukuj
  • PDF
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Google Buzz
  • Twitter
  • MySpace
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS
UA-55118160-2